Napisz do mnie: dr.fly@gazeta.pl
sobota, 14 stycznia 2012
Modlitwa

Dawno tego nie robiłam, ale... Jeżeli jesteś gdzieś tam na górze... Jeżeli mnie słyszysz, jeśli możesz coś zrobić... Proszę, zrób. To dobry człowiek. Oni sobie sami nie poradzą. Uratuj go. Daruj życie. Amen.

środa, 04 stycznia 2012
Lepsze nowe

Czy nowe zawsze oznacza lepsze? Chyba zależy co jest nowe. Nowy Rok nie jest dla mnie lepszy niż stary. Po pierwsze zamknięto poradnię pulmonologiczną, w której od kilku lat leczyłam moje dzieci. Co z tego, że nie znosiłam tam jeździć? Było to jedyne miejsce, w którym miałam zagwarantowane wyleczenie chłopców. Po drugie, jeśli nawet okaże się, że jakimś cudem poradnia zostanie ocalona, to nasza lekarka już w niej nie pracuje. Nic nie mówiła, że odchodzi z pracy, kiedy byliśmy na wizycie w grudniu. Jak zwykle powiedziała, żeby się umówić na styczeń, życzyliśmy sobie wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku, a tu nagle pani doktor nie pracuje... Po trzecie szpital Łagiewnicki nie ma pulmonologii. Szpital, w którym leczy się choroby płuc i gruźlice. Specjalistyczny szpital pulmonologiczny. Nie ma pulmonologii. Świat stanął na głowie. Gdzie ja mam teraz szukać lekarza, skoro nikt nic nie wie? Muszę zadzwonić do NFZ i tam zapytać. No i muszę znaleźć nowego lekarza i wszystko od nowa opowiadać... 

Dlaczego nie możemy się oprzeć mazaniu po zaparowanych szybach? W domu, w tramwaju, w autobusie... nawet na zaparowanym lusterku. Na przystanku tramwajowy stoją dwie dziewczyny. Obok mnie. Młode. Jakieś 15 - 16 lat. Wymalowane, ubrane jak na dyskotekę, jedna w butach matki chyba, bo w kozakach długich do uda i z czubkiem tak cienkim i długim, że gdyby kopnąć nim kogoś w zadnią część tułowia, czubek prawdopodobnie wyszedłby nosem. Wsiadły ze mną do zaparowanego tramwaju. Jedna usiadła drugiej na kolanach. Niewygodnie. Zamieniają się, "długie czubki" biorą na kolana drugą dziewczynę. Tramwaj rusza. "Czubki" smarują na szybie koślawe RTS, po czym wysiadają. Kilka miejsc dalej stoi chłopak. Chyba z kolegą, bo siedzący obok młodzieniec co chwila zwraca się do stojącego i razem się z czegoś śmieją. Stojący rysuje na szybie pejzaż znany każdemu... Każdy z nas w dzieciństwie rysował domek, płotek, drzewko, słoneczko i pieska czy kotka na płotku, obok płotka, za płotkiem... I obowiązkowo dym z komina i chmurkę na niebie. Patrzę na znajomy obrazek namalowany na zaparowanej szybie przez nieznajomego i uśmiecham się do swoich wspomnień. Chłopak rysuje na drugiej szybie słoneczko a jego kolega dorysowuje mu oczy i uśmiech. Obaj się śmieją :) Moje dzieci stoją obok mnie, Duży mówi: mamo, pamiętasz jak uczyłaś nas rysować tornado z kresek albo  z kółeczek? Mówię, że pamiętam i nie potrafię się opanować, maluję tornado na szybie gdzieś w połowie drogi między RTS a domkiem z płotkiem i uśmiechniętym słoneczkiem :) Zanim taki tramwaj dotrze na krańcówkę wygląda zapewne jak dzieło sztuki. Kiczowate trochę, ale za to prawdziwe, z dziełami namalowanymi sercem. 

 

Wczoraj byłam z Małym na zajęciach w poradni. Mały jest zafascynowany różnymi grami przygodowymi. Mówi do swojego kolegi:

- Jestem łucznikiem (co bardziej brzmiało jak "ucznikiem")!

Kolega patrzy na niego, śmieje się i odpowiada:

- Mówi się nauczycielem!

 

:D

niedziela, 27 listopada 2011
Grudzień za pasem..

Różne gorączki zaczynają nas dopadać w ostatnim czasie. I to nie tylko te zdrowotne. Na przykład za chwilkę rozpęta się gorączka świąteczna. Gorączka poprawiania ocen przed zakończeniem semestru. Gorączka sylwestrowa w tym roku "sobotniej nocy" ;) Na FB graczy Farmvillowych dopadła gorączka z powodu drzew. Całkiem niechcący stałam się szychą wśród znajomych i nieznajomych na FB. Widocznie gleba na moich farmach jest wyjątkowo żyzna, bo z sadzonek zebranych na głównej stronie hoduję różne rzadkie drzewa i dzielę się nimi z innymi graczami. Dzięki temu lista moich znajomych, a raczej chętnych na drzewa rośnie z dnia na dzień. Ogólnie Farmville Fever trwa. Zdaje się, że to jedyna gra, w którą gram i wcale mi się nie nudzi. No dobra, nudzi mi się mniej niż wszystkie inne. Poza tym odpoczywam siejąc te różne kwiatki, wykonując polecenia, zaliczając kolejne questy. Obecnie dręczy mnie wizja szpitalnego grudnia. Na początku miesiąca Mały ma mieć wycinany trzeci migdał. Wolałabym, żeby obyło się bez zabiegu. I jeśli nie będzie konieczny, to nie wyrażę na niego zgody. 1 grudnia wszystko się wyjaśni, po wizycie u laryngologa. Potem 29 grudnia Duży idzie do szpitala na jeden dzień na badanie krtani. Zdaje mi się, że badanie to będzie wykonywane w narkozie ogólnej i też mi się to nie podoba. Poza tym święta, prezenty, na które nie mam kasy i samotny, jak co roku Sylwester. No dobra, nie tak bardzo samotny, bo z dziećmi, ale za to bez męża. I w domu. Tęsknię za działką. Za słońcem i ciepłem. Pocieszam się, że czas szybko leci i że już niedługo znowu będę mogła cieszyć się mrówkami, borówkami amerykańskimi i grillem. Zjadłabym coś dobrego... :D Za oknem ciemno, mimo, że dopiero 18. I wieje. Mały wstał rano z jakimś dziwnym kaszlem. Dopiero co przecież leczyłam go z przeziębienia. Pochodził tydzień do szkoły i znów kaszle. Dostałam nowe książki kucharskie od mamy. :) Muszę zaplanować co ja ugotuję na Wigilię, a co teściowa. Na pewno nie tknę zupy grzybowej. I karpia. Kapusta, groch, pierogi proszę bardzo. Ryba i zupa odpadają. Tęsknię za świętami u Babci. Zawsze wszystko było ugotowane własnoręcznie przez nią i tak pyszne, że nic tylko jeść, jeść, jeść... Muszę też zaplanować Wigilię szkolną u Małego w klasie. Połowa rodziców wpłaciła należną kwotę, z drugą połową zapewne będę musiała się użerać. Ale w tym roku nie mam zamiaru za nikogo płacić. I tak właśnie powiem na zebraniu. 

Kiedy spadnie śnieg?

środa, 09 listopada 2011
Patyczki NIEhigieniczne

Zastanawiałam się ostatnio nad patyczkami higienicznymi. Lekarz na pogotowiu zwrócił mi uwagę, że na opakowaniu jest przekreślone ucho. Jest? Obejrzałam pudełeczko w domu i znalazłam przekreślone ucho, oko, nos i... kibelek. Dlaczego patyczki nazywają się higieniczne skoro nie nadają się nawet do kibla? I powodują okropnie bolesne zapalenia ucha? I skoro nie są do ucha, oka i nosa, to właściwie do czego? W szpitalu widziałam plakaty informujące o tym, żeby nie grzebać patyczkami w uszach. Według tych plakatów można nimi na przykład czyścić broń. :D Całkiem przypadkowo przedwczoraj odkryłam do czego patyczki nadają się szczególnie. Odprowadzając po ciemku koleżankę do samochodu, wlazłam w psią kupę na trawniku. Niestety odkryłam to dopiero w domu. Podeszwy butów nie są gładkie, więc dość trudne do czyszczenia. Ale patyczki doskonale dały radę! Mieszczą się do każdego zagłębienia i czyszczą doskonale każde zapaskudzenie. Polecam każdemu. W moim domu patyczki NIEhigieniczne wylądują w szafce z butami. Ale już nigdy w moim uchu! Zapalenie ucha, które dzięki nim sobie zafundowałam, zapamiętam do końca życia. Ból rozrywający czaszkę, niemożność otwarcia ust, że o przeżuwaniu już nie wspomnę.. I głuchota. Patyczkom mówię zdecydowane raczej nie ;)!

środa, 02 listopada 2011
Listopad...

Zapalenie ucha mam. Zaliczyłam pogotowie w poniedziałek, a dzisiaj szpital z powodu takiego, że wstałam spuchnięta jak bańka i do tego głucha jak pień. Że o bólu już nie wspomnę. A przecież się tylko podrapałam... Już nigdy sobie nic do ucha nie wetknę. Nawet palca! A ucho nie dosyć, że boli to jeszcze swędzi.

Mały jedzie w piątek na wycieczkę do fabryki bombek. Chciałam jechać razem z nim, ale chyba nic z tego. Po ostatnich wydarzeniach nasilił mi się lęk o najbliższych. panicznie boję się, że coś się komuś stanie i tak bezustannie zamęczam moje najbliższe koleżanki telefonami, kiedy M jedzie do pracy wyczekuję przy komputerze, czy pojawi się na GG, jeśli się nie pojawia, natychmiast do niego dzwonię. Dzieci od dwóch tygodni siedzą ze mną w domu, więc mam je na oku, ale piątkowa wycieczka Małego zaczyna spędzać mi sen z powiek. Jadą do innego miasta. Autokarem. Chyba nie jestem normalna... A do tego jest mi niewygodnie z tym sączkiem w uchu, na którego wymianę muszę jutro jechać do szpitala. 

Wracam do Klubu. We wtorki o 19 będę "stepować" wraz z moją koleżanką. Nie wiem czy dam radę kondycyjnie, bo jednak dwa miesiące przerwy były. Na pewno siądą mi łydki, bo chociaż chodzę codziennie po schodach, to jednak nie przez godzinę bez przerwy. No i na stepie zawsze jest jakiś układ... Już sobie wyobrażam miny sąsiadów, gdybym wyskoczyła na klatce schodowej z jakimś knee liftem, albo innym basic stepem ;) Jak nic wysłaliby mnie na leczenie zamknięte. Trudno uwierzyć, że tak niedawno byłam na szkoleniach i zdawałam egzamin instruktorski... A teraz całkiem przestało mnie to cieszyć...

Upatrzyłam sobie buty. Ale nawet ich nie przymierzyłam, bo po co, skoro i tak nie mam na nie kasy? M wspomniał dzisiaj o jakiejś wiązce. Wiązka kosztuje 800 zł. 800!!! A moje buty kosztują tylko 65... I co mam zrobić? Nie kupię butów, bo wiązka potrzebna. Aaaa z resztą.. wyjęłam już moje ukochane UGG'sy. Przecież w połowie listopada ma przyjść zima. Ostra i mroźna. Ale jeśli wierzyć synoptykom z pewnego portalu internetowego, to wiosna nadejdzie już pod koniec lutego :) Nie mogę się doczekać, bo tęsknię za działką. A w marcu znowu przestawimy zegarki na czas letni, lalalal :) Zdecydowanie wolę czas letni, dłuższe dni, krótsze noce, ciepłość i słonko i jeszcze lenistwo, i brak szkoły. 

Gruszka w sosie budyniowym nadal czeka aż wstawię ją na blog kulinarny... Nie chce mi się :P

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52