Napisz do mnie: dr.fly@gazeta.pl
czwartek, 04 lipca 2013
Przeprowadzka
Nie mogę tu już pisać. Nie umiem rozgraniczyć tego co było od tego co jest. Nsze życie zostało całkowicie podporządkowane zaburzeniom naszych dzieci i przewrócone do góry nogami. Powstał nowy blog pod takim właśnie tytułem. Muszę uporządkować informacje dotyczące moich chłopców od ich narodzin po dzień dzisiejszy. Muszę się ich nauczyć od nowa i poznać te smoki z którymi przyszło się nam zmierzyć oko w oko - z Zespołem Aspergera i Afazją. Ci, którym zależy odnajdą nas bez trudu. Do zobaczenia!
piątek, 14 czerwca 2013
A życie toczy się dalej

Dużo się wydarzyło w ostatnim czasie. Oj dużo. Rok temu w kwietniu trafiliśmy z dziećmi na badania do Fundacji Jaś i Małgosia. Od września rozpoczęli różne terapie. Mniej więcej na początku tego roku otrzymaliśmy diagnozy. Duży ma Zespół Aspergera, Mały afazję. Trochę mną wstrząsnęło, ale z drugiej strony cieszę się. Wiem co dolega mojemu dziecku. Łatwiej mogę je zrozumieć i mniej się denerwuję. Po wakacjach czekają nas nowe terapie. Dostaliśmy orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Duży idzie przecież od września do gimnazjum :) Czas szybko leci. Rozpocznie naukę w klasie integracyjnej. Jestem zadowolona, ponieważ przy jego problemach z nauką, mniejsza liczba dzieci w klasie oraz nauczyciel wspomagający to bardzo dużo. Mały na razie zostaje w szkole masowej. W styczniu M stracił pracę. Od marca pracuje w innym mieście. Codziennie jedzie półtorej godziny pociągiem rano i tyle samo po południu. Męczące, ale cóż począć... Przed nami załatwianie spraw związanych z orzeczeniem o niepełnosprawności. Nie chce mi się tego robić. Dopiero przeszłam batalię przy orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego dla Małego. Dyrektorka PPP okazała się być nie przyjacielem dzieci, a wrogiem. Dzięki pomocy logopedy i psychologa, pod opieką których Mały znajduje się od kilku lat, udało się dostać takie orzeczenie. Zupełnie nie potrafię się odnaleźć. Nic nie wiem, nie wiem jak postępować, nie wiem co robić, nie wiem do jakich lekarzy jeszcze powinnam iść, jakie terapie jeszcze stosować. Niedawno trafiłam do Klubu Rodziców Autyzm Help. Dzięki wszystkim mamom i tatom z klubu czuję się lepiej. Wiem, że otrzymam wsparcie w trudnych chwilach. Wiem, że mam gdzie napisać o swoich niepowodzeniach i sukcesach w kontaktach z dziećmi. To bardzo ważne. Uczę się od nowa żyć z zaburzeniami moich dzieci. Staram się im pomóc i przy okazji sobie też. Życie toczy się dalej...

Poza tym od 1 czerwca mieszka z nami pewna piękna kotka o imieniu Tosia :) Nasze kocie towarzystwo liczy już 3 osobników. Nie planujemy ich więcej, kochamy to, co mamy :)

 

   Łatek:

Łatek

 

Marceli:

Marcelina

 

Tosia:

Tosia

wtorek, 28 sierpnia 2012
W lipcu złamałam rękę. Tak ot po prostu. W jednej chwili jeździłam z Anną na rolkach, a w drugiej siedziałam na środku asfaltowej drogi na tyłku i trzymałam się za obolały łokieć. A za cztery godziny miałam już szynę gipsową na prawym ręku i dwa zdjęcia rtg potwierdzające złamanie głowy kości promieniowej. Brzmi okropnie i w rzeczy samej do przyjemności nie należy, ale mogło być gorzej. Wytrzymałam w tej szynie trzy tygodnie. Ortopeda kazała mi ćwiczyć rękę przez kolejne trzy i przyjść na kontrolę. No to poszłam. Czekam teraz na wynik prześwietlenia łokcia i nadgarstka,  który z jakichś niezrozumiałych dla mnie przyczyn jest ciągle spuchnięty a całkiem niedawno odnalazłam w nim jakiś sterczący kawałek, który po kilku dotknięciach schował się pozostawiając mnie w stanie zdumienia i zaciekawienia, ponieważ nigdy wcześniej nie przytrafiło mi się nic podobnego. Dom na działce stoi. Wprawdzie nie nacieszyłam się wcale moimi pięknymi Łagiewnikami w tym roku, a to z racji ciągłego remontu, grzebania, malowania, szlifowania, kafelkowania itd, itp, ale warto było poczekać, bo tam jest piękniej niż w moim własnym mieszkaniu. I spać można i obiad ugotować... Ale moim dzieciom coś się stało i nie chcą tam jeździć. Mam wrażenie, że tamten domek, drewaniany i pachnący stęchlizną miał dla nich jakiś swój urok, przyciągał jak magnes i pozwalał marzyć o różnych tajemniczych sprawach. W nowym domu NIE WOLNO. Nie wolno opierać się o ścianę siedząc na schodach. A właściwie dlaczego nie? Sama mam chęć to zrobić, bo to miejsce aż się prosi, żeby się o nie oprzeć. Inaczej jest niewygodnie. Nie wolno wchodzić w butach, bo podłoga się brudzi i trzeba zakładać kapcie od razu, już, natychmiast. Nie wolno wchodzić w kapciach na górę, można tylko na boso. Nie wolno wrzucać papieru do kibla, bo zapcha szambo. Nie wolno stawiać basenu na trawie, bo jest jej mało, a w przyszłym roku jak posiejemy nową to już w ogóle możemy o basenie zapomnieć. Basen jest wielkości większej balii a woda w nim sięga mi do połowy łydki. Nie wolno rozgrzebywać piasku, bo jest potrzebny. Dzieci mówią, że tam jest nudno. Mnie się nie nudzi. Już samo wysłuchiwanie zakazów staje się interesujące. Co też nowego dojdzie do listy "nie wolno"? Został już tylko tydzień do końca wakacji i każdy dzień mam wypełniony po dziurki w nosie, więc nie ma szans, żeby piękny ale nietykalny dom odwiedzić. Podobno jesteśmy potworami, że nie pomagamy w kopaniu, układaniu i mieszaniu. A sąsiedzi niech pilnują własnego nosa, o! Nie mogę spać. Za oknem niby ciemno, a jednak coś razi w oczy, mimo tego, że leżę tyłem do okna. I nawet nie mogę winić księżyca, bo gdzieś się skrył. Kot Łatek przyjemnie wygrzewa mi plecy. Dziś okno balkonowe ledwie rozszczelnione. Zimno. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec sierpnia, koniec wakacji i prawie koniec lata. Gdzieś mi umknęły te dwa miesiące. Mały rozpoczyna naukę w szkole podstawowej, Duży kończy. Czuję, że to będzie najbardziej pracowity rok szkolny odkąd Duży poszedł do szkoły. Wszystkie znajome matki spotykane na zakupach witają mnie tym samym zdaniem: i co, znów się zaczyna?! Ano zaczyna się. W poniedziałek dwa rozpoczęcia roku i jedno zebranie. We wtorek zajęcia, lekcje i drugie zebranie. Dalej nie wybiegam myślami, bo wystarczy mi już sam poniedziałek i wtorek. A dla wychowawczyni Małego mam przygotowaną taką litanię, że wątpię aby spokojnie zasnęła po poniedziałkowym zebraniu ;) Ale zanim nastąpi to wszystko, w sobotę jedziemy do Anny na ostatniego grilla w tym sezonie i będziemy czcić 39 urodziny jej szanownego małżonka. A moja mama zapytała mnie dzisiaj: czy Wy czasem dziecko nie obchodziliście ostatnio rocznicy ślubu? Faktycznie, ślub kościelny braliśmy w sierpniu... Ale rocznice obchodzimy w październiku. Od ślubu cywilnego. I tak sobie policzyliśmy z M, że w tym roku to już będzie 14. A za rok, to hoho! Chyba jakąś imprezę trzeba będzie zrobić, bo do 15 lat w małżeństwie to teraz rzadko która para wytrzymuje. A ja i M to mamy nawet szansę na diamentowe gody. Bo skoro za 6 lat będziemy obchodzić dwudziestolecie, to później mamy już z górki... A 6 lat to minie szybciutko. To i kolejne 30 zleci ;) 
piątek, 13 kwietnia 2012
Friday the 13th

Pechowo? Chyba nie tak bardzo. Może dlatego, że zapobiegawczo nie ruszam się dzisiaj z domu. I tak wspaniale się złożyło, że mam okazję posiedzieć w ciszy i spokoju. M w pracy, Mały u narzeczonej, Duży u kolegi. Tylko ja, koty, kawa i pyszny rogalik z czekoladą. I wrzeszczący sąsiad za ścianą, ale dzisiaj jakoś mi to nie przeszkadza. Święta minęły jak zwykle za szybko. Dużo słodyczy i innego jedzenia sprawiło, że czuję się tylko kilogram lżejsza od słonia. Ale nie potrafię obojętnie przejść obok rogalika z czekoladą! Straszna prawda o Katarzynie... Odkryłam pełno spamu na poczcie. Nie wiedzieć czemu wszystko w języku rosyjskim. I kilka w chińskim czy japońskim. 

Martwię się o Dużego. Dzieje się z nim coś złego. Nie chce się uczyć i niechętnie chodzi do szkoły. Poza tym przynosi marne oceny. Myślę, że ma to poniekąd związek z jego kolegami z klasy, którzy wiecznie go przezywają, potrącają i wyśmiewają. Chyba czeka mnie kolejna wizyta w szkole. Szkoła nazywa się szkołą bez przemocy... 

Na działce rozpoczął się remont. Stary domek został zburzony, nowy jeszcze nie zaczęty. W tym roku czeka nas lato wśród betonowych ścian i na gołej ziemi bez kępki trawy. Nie szkodzi. Ważne, że na powietrzu i w pięknym miejscu. Sąsiadka "zza miedzy" zaoferowała nam swój domek i swoją działkę do dyspozycji. Samotna pani, która zapałała sympatią do moich teściów. I do nas chyba trochę też. Bardzo przyjemna osoba. Po strasznych przejściach. 

Zgubiłam pudełko od gry M. Tzn tak naprawdę to wcale nie wiem czy to ja zgubiłam, czy sam M, czy co się z nim stało. Leżało na segmencie a teraz nie leży. Leżą inne. Najwyraźniej pudełko strzeliło focha i postanowiło się zakamuflować. Znajdzie się, kiedy przestanę go szukać. 

Moja pogodynka uparcie twierdzi, że za oknem jest ciepło i słonecznie. No dobra mrozu trzaskającego nie ma, ale ciepło też nie jest. A słońce owszem jest, jak codziennie, ale za chmurami. A mój sąsiad chyba się na coś zdenerwował, bo krzyczy coraz głośniej i głośniej i zakłóca mi moją ciszę, która tak naprawdę zaczyna mi już przeszkadzać i już chciałabym, żeby M wrócił do domu i dzieci też. O!

piątek, 23 marca 2012
Notka trochę pochwalna

Jako, że jeden z moich ulubionych internetowych znajomych uparcie komentuje wszystkie moje notki, moja dusza zapiszczała i uzbroiła się w poczucie winy, które zmusiło mnie do napisania czegokolwiek. Żebyś wiedział Sebastian, że to Twoja wina! 

Przyszła wiosna. Nareszcie. Można czasem schować zimową kurtkę do szafy i pobrykać outside bez czapek, szalików i kozaków. Dzieci i koty poczuły wolność i dążą do spędzania czasu na balkonie lub placu zabaw w zależności od tego czy jest się dzieckiem czy też kotem. W szkole miała miejsce dziwna sytuacja, w wyniku której poczułam się jakbym miała 10 lat. Kosztowało mnie to sporo nerwów, ale wniosek jest jeden: nie otwierać dzioba i nie zajmować stanowiska w żadnej szkolnej sprawie, ponieważ ludziom się i nudzi i stwarzają problemy, w wyniku których człowiek musi łazić po gabinetach dyrektorskich i prostować różne ploty.

Jutro przestawiamy zegarki na czas letni. To akurat lubię mimo, że "śpimy krócej". Za chwilkę na drzewach i krzewach pojawią się nowe listki, kwiatki zaczną wyłazić z ziemi razem z robakami wszelkiej maści i wielkości a słońce zacznie mnie razić w oczy. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie będę zadowolona z pogody. Zawsze będzie coś nie tak. A to nie ma słońce, a to słońce grzeje za bardzo, a to razi w oczy, a to pada deszcz, a to za długo nie pada i susza jest... Nie wspominając już o zimnie i o gorącu. Nie potrafię żyć bez narzekania. Ale czemu się dziwić jeśli każdego dnia pojawiają się ku temu nowe powody. Dlaczego nie może mi się przytrafić coś takiego, dzięki czemu mogłabym zapomnieć o tych wszystkich przykrych sprawach, które spać mi po nocach nie pozwalają. Mojej koleżanki syn, który chodzi z Dużym do klasy jest ciężko chory. Chciałabym go wyleczyć, a nie potrafię. Nikt nie potrafi. Jestem wściekła z bezsilności. Możemy tylko czekać...

Niedługo kończę 35 lat. Powiedzmy, że okrągła rocznica. Moi najbliżsi przyjaciele zapytali co ugotuję. Nie wiem co, ale coś muszę, skoro się zaprosili...

Dzisiaj odwiedził mnie kolega, którego nie widziałam 18 lat. Odkąd wyjechał do Stanów, kiedy jego rodzice wygrali zieloną kartę w którymś tam losowaniu. Przyjechał po raz pierwszy do Polski, przywiózł żonę i syna. Niestety nie dane mi było ich poznać, bo wyjechali do jej rodziny do innego miasta. Może za rok. Ale i tak się cieszę, że mogłam się spotkać z nim. Fajne są takie spotkania po latach. 

Mały nie chce chodzić do szkoły. Ani do zerówki, ani do pierwszej klasy. Głównie chodzi o obiady, ale przecież od września nie będzie ich jadł w szkole. Ciężko z niego wydusić prawdziwy powód, ale kiedyś mi powie. Zapewne "wyrwie" mu się przy okazji jakichś zwierzeń. 

Laptop znowu powinien jechać do naprawy. Ale najpierw muszę go uporządkować, zgrać to, co jest mi potrzebne, wyrzucić to, co niepotrzebne itd. Poczekam jeszcze chwilkę, jak zrobi się cieplej i nie będę miała czasu na siedzenie przy nim to wtedy go wyślę. Nie wiem jak będzie w tym roku z naszą ukochaną działką, bo od 2 kwietnia 300 metrów działki zamieni się w plac budowy. Teściowie wyburzają stary domek a stawiają nowy. Oby do lipca się budowlańcy wyrobili, bo nie wyobrażam już sobie lata bez Łagiewnik. 

Mój ukochany małżonek od dwóch prawie miesięcy nie pali śmierdzących petów. Przerzucił się na e-papierosa, który jednak jest tańszy i nie śmierdzi. Mam nadzieję, że wkrótce i tego nie będzie potrzebował. :)

Poniekąd trochę zmuszona ale nie do końca, pragnę jeszcze dodać, że niebawem minie rok jak poznałam jednego bardzo fajnego człowieka, który wytrwale czyta moje wypociny i pragnie ich jeszcze więcej. I domaga się uznania jego zajebistości, więc: Sebastian ociekasz wręcz zajebistością! ;)

 

Pozdrawiam!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54